„Informator Gminy Ostrów Wielkopolski” doczekał się setnego wydania. Pismo rozpoczęło się oficjalnie w lutym 2015 roku, ale pierwsze wydanie poprzedziły: internetowa wersja, telewizja internetowa oraz próbne wydruki. Dziś to miesięcznik blisko mieszkańców gminy i taki ma pozostać, bo tego oczekują czytelnicy – podkreśla wydawca, Gminna Biblioteka Publiczna w Gorzycach Wielkich.

Jubileusz uroczyście podsumowano 30 stycznia w bibliotece. Nie obyło się bez życzeń oraz tortu. Ten obraz domyka klamrą historię, która zaczęła się wcześniej – zanim „Informator” zaczął regularnie trafiać do rąk mieszkańców.
„Ale numer, robimy gazetę”
O początkach opowiada Dariusz Pryczak, pomysłodawca powstania pisma, wieloletni redaktor naczelny i ówczesny dyrektor Gminnej Biblioteki w Gorzycach Wielkich:
– Początki „Informatora” sięgają pomysłu, który narodził się w połowie 2014 roku. W tamtym czasie biblioteka miała już doświadczenie w działaniach elektronicznych i warsztatowych. Do tej pory tworzyliśmy portal internetowy i telewizję iGo. W naszym zespole pracował wtedy m.in. Mateusz Kosnowicz. Były też warsztaty dziennikarskie z Tomaszem Wojciechowskim. Spotkałem się chwilę potem z redaktorką „Gazety Ostrowskiej”, Hanią Olejnik, proponując jej pracę w bibliotece w Gorzycach. Przyjęła tę ofertę i zaczęliśmy tworzyć czasopismo, które – wydawać by się mogło – w takiej małej placówce nie do końca było możliwe do zrealizowania.
A powód powstania miesięcznika był prozaiczny – w lokalnych gazetach po prostu brakowało miejsca na informowanie o bogatej ofercie kulturalnej gorzyckiej książnicy. W historii periodyku regularnie powraca nazwisko Michała Trusza. To autor wszystkich grafik oraz składu wszystkich stu numerów „Informatora”.
– Zadzwoniła do mnie Hania Olejnik i powiedziała, że będzie robiona gazeta. Zapytała, czy chciałbym zaprojektować layout czasopisma. Oczywiście się zgodziłem, bo projektowanie gazet i magazynów to jest to, co Kubuś Puchatek lubi najbardziej. Najpierw powstała winieta – ta, której używamy do dzisiaj. Potem do winiety został doprojektowany cały layout. Zaczęliśmy próby „na sucho”. Później wydrukowaliśmy w drukarni kilka próbnych stron, żeby zobaczyć, jak obrabiać zdjęcia, jak drukuje się tekst i czy wszystko „siedzi” – sięga pamięcią Trusz.
W redakcji: szpigiel, korekta i rozkładówka
„Informator” od pierwszego numeru wychodzi w nakładzie 2500 egzemplarzy. Jest bezpłatny dla czytelnika.
O pracy zespołu mówi Edyta Gołębiewska, redaktor naczelna „Informatora” i aktualna dyrektor gorzyckiej biblioteki:
– Przede wszystkim dumna jestem z zespołu, który tworzy „Informator”, dlatego że jest to naprawdę zgrany zespół. Rozumiemy się bez słów i ta gazeta wychodzi w takiej postaci, w jakiej wychodzi – jest kompletna. Postrzegam „Informatora” bardziej jako kronikę.
Kronika nie bierze się z powietrza – to efekt pracy redaktorów. Jak podkreśla Anna Kląskała:
– Śledzę przede wszystkim to, co dzieje się w gminie. Przeglądam strony Urzędu Gminy Ostrów Wielkopolski, a także Facebooka gminy. Nasz zespół redakcyjny często bierze udział w wydarzeniach, więc to są nasze autorskie teksty. Zajmuję się też korektą tekstów. To nie tylko wyłapywanie literówek oraz błędów ortograficznych, interpunkcyjnych czy językowych, ale również dbanie o przejrzystość wypowiedzi, żeby tekst był zrozumiały i jasny dla odbiorców.
Skład numeru ma swój schemat i rytm.
– Redakcja zbiera materiały, przyjeżdżam do redakcji i zaznajamiam się ze szpiglem (rozkładem stron – przyp. red.). Wiem, co ma być na każdej stronie i powoli, strona po stronie, układam całość gazety – opisuje Michał Trusz:
W pracy nad numerem jest hierarchia ważności, są decyzje o zdjęciach, bywa też „rozkładówka” na stronach 8–9, gdy materiał graficzny domaga się większej przestrzeni. Tak jest m.in. w przypadku „Powstańczej Jednodniówki” – specjalnego dodatku wydawanego od dwóch lat, zawsze w połowie grudnia, z okazji kolejnych rocznic wybuchu Zwycięskiego Powstania Wielkopolskiego.
W setnym numerze, jak mówi autor składu, wraca również stały element:
– To jest pierwszy numer w 2026 roku, a w każdym pierwszym numerze w roku jest artykuł poświęcony temu, co wydarzyło się w poprzednim roku w gminie. To dla mnie najtrudniejszy artykuł do składania. Jest tam bardzo dużo tekstu i zdjęć, a zrobienie tych trzech stron czasami zajmuje dużo więcej czasu niż standardowe projektowanie.
Gdy gazeta trafia do rąk czytelników
Kiedy numer jest gotowy, zaczyna się druga część życia „Informatora” – ta, której nie widać na etapie składu. Czytelnik Krzysztof Portasiak mówi wprost:
– Prezesuję Towarzystwu Gimnastycznemu „Sokół” w Wysocku Wielkim i dlatego potrzebuję informacji, głównie o charakterze historycznym. Mam w swoim archiwum wszystkie „Informatory” – od pierwszego numeru do numeru 99. Znajduję w nich ciekawe rzeczy: jest dużo o lotnisku w Michałkowie, sporo o Wysocku Wielkim, ale także o Gorzycach Wielkich czy Franklinowie.
O znaczeniu papieru mówi Sabina Jagodzińska, pracownica Zespołu Szkół w Topoli Małej, która z racji swoich obowiązków służbowych spotyka się z czytelnikami:
– Dużo mieszkańców nie ma Facebooka. Starsi ludzie nie mają dostępu do mediów społecznościowych. Dlatego papier działa po swojemu. Z „Informatorem” taka babcia usiądzie sobie wygodnie w fotelu, założy okulary, przeczyta i wszystko wie na temat.
Swój comiesięczny czytelniczy rytuał opisuje Grażyna Przybył:
– Jak jestem w bibliotece, zabieram nowy numer gazetki, przyjeżdżam do domu, robię sobie obowiązkowo kawę, siadam wygodnie na kanapie, biorę gazetkę i wtedy dowiaduję się o inwestycjach w naszej gminie oraz o wydarzeniach sportowo-kulturalnych. To jest czas dla mnie i dla informacji. Może jestem trochę staroświecka, ale zapach papieru to jest coś, co muszę przeżyć – muszę to mieć w ręku i zobaczyć.
„Informator” dystrybuowany jest na kilka sposobów. Jak wylicza redaktor naczelna Edyta Gołębiewska:
– Jest rozkładany w bibliotece głównej oraz filiach bibliotecznych. Można go dostać w zaprzyjaźnionych sklepach, ale od pewnego czasu pojawiły się też dystrybutory, gdzie każdy może podejść i wziąć bezpłatny egzemplarz w miejscu publicznym, np. przy szkołach czy przy większych sklepach.
Jeden z takich dystrybutorów stanął – na prośbę sołtys wsi Cegły, Sylwii Talagi – przy sali wiejskiej. Jak podkreśla sołtys:
– Mieszkańcy mają swobodny dostęp do „Informatora”. Mogą go zabrać, jadąc z pracy albo w dowolnej chwili, o dowolnej porze dnia.
Szata zdobi numer
„Informator” ma także swój rozdział dotyczący formy. W 2015 i 2017 roku pismo zostało nagrodzone nagrodą GrandFront dla twórców grafiki prasowej w konkursie Izby Wydawców Prasy, w kategorii „Gazety lokalne”. Obie okładki autorstwa Michała Trusza zajęły II miejsce, przyznano też wyróżnienie.
– Nagrody otrzymane za okładki były dla nas ciekawym przeżyciem, bo oto nasze czasopismo jest zauważane na arenie polskiej – wspomina Dariusz Pryczak.
Okładki pisma od 2015 roku ewoluowały – od graficznych i rysowanych, przez typograficzne, aż po współczesne, ze zdjęciem głównym. Michał Trusz wyjaśnia:
– Musiała nastąpić pewna ewaluacja. Dalej lubię projektować okładki, które nie są okładkami zdjęciowymi, ale zauważyliśmy, że czytelnikom bardziej pasują te, na których mogą zobaczyć siebie. Zazwyczaj zdjęcie główne to fotografia z głównego wydarzenia i to ono zdobi okładkę. Wtedy przysłowiowa pani Zosia z panem Zenkiem mogą zobaczyć tam siebie albo swojego wnuka. Ponieważ „Informator” jest zrobiony dla czytelników, dla mieszkańców gminy, to jest to dla nich ważne. Nie ukrywam natomiast, że okładki „niezdjęciowe” sprawiają mi najwięcej przyjemności.
Setny numer „Informatora” taką realizacją właśnie jest.
Nie myli się ten, kto nic nie robi
W redakcji jest również miejsce na uśmiech, bo prasa – nawet składana najpilniej – bywa ludzka.
– Błędy się zdarzają – mówi z uśmiechem Anna Kląskała. – Najczęściej wtedy, gdy Michałowi Truszowi nie mieści się cały tytuł, nanosi samodzielnie poprawki i tworzy własne tytuły.
Michał Trusz odpowiada autoironią:
– Jestem mistrzem w robieniu błędów, bo w swoim nazwisku kiedyś zrobiłem błąd i napisałem je przez „ó”. Takimi dwiema miejscowościami, które ciągle sprawiają mi trudność, są Sobótka i Wtórek.
Była też pomyłka, która kosztowała czas i wysiłek całej redakcji. Dariusz Pryczak wspomina sytuację, w której trzeba było zamówić 2500 pojedynczych stron i ręcznie wymienić te z błędem. Michał Trusz dopowiada, co się stało:
– Wkleiłem tekst do artykułu i nie zauważyłem, że został mi fragment poprzedniego artykułu. Tym samym radny Sylwester Kląskała… zaszedł w ciążę.
Jak podsumowuje Edyta Gołębiewska:
– Zdarzały się wpadki, ale uczymy się na błędach i dziś oddajemy w pełni profesjonalny miesięcznik.
Przyszłość „Informatora”
Czytelnicy, którzy są z gazetą od lat, nie mają wątpliwości, że papier wciąż ma sens. Grażyna Przybył zauważa, że coraz rzadziej zdarza się, by czytelnicy kupowali prasę w kiosku – np. Ziemia Kaliska czy Głos Wielkopolski.
– A „Informator” jest zawsze pod ręką: w bibliotece czy w najbliższym sklepie. Polecam każdemu – kwituje.
Edyta Gołębiewska patrzy na to także przez doświadczenie biblioteki:
– Coraz więcej czytelników wraca do książki, którą można dotknąć, a ja uważam, że prasa również wróci do łask.
Ważny wątek dotyczy roli samorządowych czasopism. Dariusz Pryczak mówi o tym wprost:
– Dzisiaj dużo mówi się o tym, że czasopisma wydawane w samorządach nie powinny mieć racji bytu, bo promują włodarzy i radnych. To nie jest gazeta o wójcie, tylko o mieszkańcach. Osobiście wolę, gdy jest mniej zdjęć ze mną, a więcej z mieszkańcami. Gmina składa się z blisko 20 tysięcy mieszkańców. Każdy ma prawo tam zaistnieć.
Setny numer nie kończy tej historii. Porządkuje ją i pokazuje, ile osób utrzymuje gazetę w obiegu: od pomysłu sprzed lat, przez winietę i szpigiel, korektę i skład, po dystrybutor, z którego każdy może wziąć bezpłatny egzemplarz. Warto podkreślić, że „Informator” współtworzy również zespół Referatu Promocji Urzędu Gminy Ostrów Wielkopolski, przygotowując treści i zdjęcia, które wypełniają kolejne karty tej gminnej kroniki.
Tomasz Wojciechowski (media@ostrowwielkopolski.pl)